sobota, 14 października 2023

Jak rozpoznać dobrego nauczyciela?

Pscychoterapeuta i nauczyciel medytacji Jack Kornfield określa dzisiejsze czasy mianem “duchowego targowiska”, na którym można znaleźć wszystko - od sprawdzonych metod rozwoju wewnętrznego po kanały na YouTubie o treściach na granicy szaleństwa. Od uczciwych nauczycieli przez narcystycznych liderów, manipulujących tłumem i wykorzystujących swoich uczniów po “mistrzów ceremonii” skupionych głównie na zarobku. Jeśli zastanawiasz się jak rozpoznać prawdziwych nauczycieli duchowych i nauczycieli rozwoju osobistego, to poniżej moja osobista “check” lista - może komuś się przyda. Warto pamiętać, że guru z sanskrytu oznacza „ważny” i „czcigodny”, ale też po prostu „ciężki”, a przecież nie o to chodzi, żeby dać się przygnieść czyimś ciężarem, ale uczyć się i inspirować.

  1. Znane powiedzenie głosi: “Jeśli uczeń nie jest zainteresowany danym tematem, to nawet najlepszy nauczyciel mu nie pomoże. Jeśli uczeń jest zainteresowany tematem, to nawet brak nauczyciela go nie powstrzyma”. Dobry nauczyciel jest tego świadomy i dlatego nigdy nie wyolbrzymia swojej roli. 
  2. Dobry nauczyciel nigdy nie pozwoli na karykaturalne adorowanie swojej osoby takie jak śpiewanie pieśni na jego cześć, rzucanie płatków róż pod nogi, całowanie stóp lub innych części ciała 😉 Szybko sprowadzi cię do parteru, kiedy tylko wyczuje, że zwykły szacunek i sympatia zamieniają się w idealizację, przypisywanie mu nadludzkich lub boskich cech. 
  3. Dobry nauczyciel nie przekracza osobistych granic uczniów, ale też nie pozwala na to, by uczniowie je przekraczali. Życzliwość, wsparcie i zaufanie są podstawą, ale spoufalanie się niczemu nie służy.
  4. Dobry nauczyciel raczej nie wygłosi frazy, że jest oświecony albo że zna prawdę ostateczną. Zgodnie z mądrością Tao Te Ching “Ci, którzy wiedzą - nie mówią. Ci, którzy mówią - nie wiedzą”
  5. Dobry nauczyciel nigdy nie będzie twierdził, że tylko jego nauki są właściwe i tylko z nim możesz osiągnąć swoje cele.
  6. Dobry nauczyciel nie pozwoli na racjonalizowanie lub maskowanie przez uczniów swoich błędów, potknięć i głupoty (nie zatrudni np. sztabu ludzi, którzy mają za zadanie usuwać z internetu kompromitujące go treści)
  7. Dobrego nauczyciela nie musisz pytać o zgodę, kiedy równolegle chcesz uczyć się lub praktykować u innych nauczycieli.
  8. Dobry nauczyciel nie wymaga szczególnego stroju ani też nie narzuca, jaki ma być kolor ubrań, w których przychodzisz na praktykę. Może ci jedynie zasugerować, jaki strój będzie wygodny i zapewni ci komfort.
  9. Dobry nauczyciel nie sprzedaje amuletów, bransoletek, kamieni, świeczek, kadzideł, kart itd, które rzekomo pobłogosławił. Innymi słowy: dobry nauczyciel błogosławi bezpłatnie 😇
  10. Dobry nauczyciel jest ostrożny w promowaniu konkretnego stylu odżywiania, kuracji oczyszczających czy suplementacji, bo wie, że każdy uczeń jest inny i nie ma jednej słusznej metody dla wszystkich.
  11. Dobry nauczyciel nie wychodzi poza swoje kompetencje a jeśli nie może w czymś pomóc, to odsyła do specjalistów (np. do lekarza, psychoterapeuty, ortopedy, fizjoterapeuty itd.). 
  12. Dobry nauczyciel działa w myśl zasady “Nie wykład a przykład”.
  13. Dobry nauczyciel potrafi powiedzieć “nie wiem” i cały czas się uczy.
  14. Dobry nauczyciel nie ma potrzeby gromadzenia wokół siebie tłumów a także nie uzależnia od siebie uczniów. Dobry nauczyciel pomaga uczniom w odnalezieniu ich własnego wewnętrznego autorytetu. 

     


piątek, 29 września 2023

SATYA. CZY JESTEŚ SOBĄ?

SATYA
Satya to jedna z Yam, czyli jogowych zasad etycznych i moralnych. Oznacza prawdę i szczerość. Satya daje szerokie pole do studiowania, interpretacji i praktyki - od zwykłego powstrzymania się od kłamstwa przez kultywowanie życia w zgodzie ze sobą i bycia autentycznym. Ten wpis jest poświęcony autentyczności i bezcennej roli jaką odgrywa ona w procesie rozpoznawania, kiedy przestajemy być sobą.

FAŁSZYWE JA
Według filozofii Wschodu jedną z podstawowych przyczyn ludzkiego cierpienia jest “fałszywe ja”, czyli stan, kiedy zapominamy, kim naprawdę jesteśmy - kiedy gubimy się w pozorach, pielęgnujemy błędne przekonania, wierzymy w złudne obietnice albo przestajemy rozróżniać, co jest wartością, a co iluzją. Określenie “fałszywe ja”, nie oznacza, że coś z nami jest nie tak. Oznacza ono jedynie, że przez pomyłkę, pośpiech, roztargnienie lub z desperacji zaczynamy identyfikować się i przywiązywać do rzeczy, które nie są prawdziwe lub nie mają większego znaczenia.

ZJEDZ SNICKERSA
Przy odrobinie uważności można w miarę łatwo rozpoznać, kiedy uruchamia nam się “fałszywe ja”, bo “fałszywe ja” myśli, mówi i robi rzeczy, które są niedorzeczne, przerysowane, tragikomiczne a często też zwyczajnie żenujące. “Fałszywe ja” jest trochę jak chłopak ze starej reklamy “Snickersa”, któremu wydaje się, że jest Joan Collins i robi w szatni awanturę o dezodorant. Na ten cały ambaras wkracza jego kolega, mówiąc mu: “zjedz Snickersa, bo kiedy jesteś głodny, zaczynasz strasznie gwiazdorzyć” (dla niewtajemniczonych link do materiału “żródłowego” https://www.youtube.com/watch?v=d8Vij6L9YOk)

DLACZEGO ZACZYNAMY “GWIAZDORZYĆ”?
W reklamie Snickersa bohater “gwiazdorzy”, bo jest głodny. Można pokusić się o wysunięcie tezy, że przestajemy być sobą tudzież “gwiazdorzymy”, kiedy odczuwamy jakiś “głód” albo wierzymy w jakiś “brak” lub “zagrożenie”. Aby ułatwić zrozumienie tego mechanizmu wielu psychoterapeutów wykorzystuje umowny schemat “trójdzielnego mózgu”. Koncepcja “trójdzielnego mózgu” nie jest koncepcją stricte naukową, ale w obrazowy sposób pomaga zrozumieć ludzkie reakcje i zachowania. Według tej teorii nasz mózg dzieli się na trzy części: gadzi mózg (robi wszystko, by uniknąć niebezpieczeństwa), ssaczy mózg (robi wszystko, by zwiększyć przyjemność i uzyskać nagrodę), kora nowa (robi wszystko, by zyskać akceptację i utrzymać dobre relacje z innymi). Jeśli potrafimy utrzymać psychofizyczną równowagę, wszystkie te części pracują dla naszego dobra - są jak uniwersalne oprogramowanie, które zapewnia nam przetrwanie. Kiedy jednak zaczynamy się przesadnie na nich skupiać (przesadnie skupiać się na unikaniu niebezpieczeństwa, na poszukiwaniu przyjemności albo na pragnieniu aprobaty) wpadamy w trans “fałszywego ja” i zachowujemy się, jakbyśmy nie byli sobą.

PRZESADNE UNIKANIE NIEBEZPIECZEŃSTWA
Jednym z większych zagrożeń jakich mentalnie doświadczamy na co dzień i na których możemy się zafiksować może być strach przed porażką lub byciem niewystarczającym. Strach przed popełnieniem błędu lub ośmieszeniem sprawia, że “fałszywe ja” paraliżuje nas i podcina nam skrzydła. Zaczynamy żywić przeświadczenie, że dobre rzeczy nam się nie należą, bo nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. W efekcie albo przedwcześnie się poddajemy i nie podejmujemy wyzwań, albo też zaczynamy wierzyć, że aby na cokolwiek zasłużyć musimy bardziej się starać, pracować ciężej, lepiej wszystko przemyśleć. Spędzamy godziny na zamartwianiu się, zabezpieczaniu się przed potencjalnym błędem, na konstruowaniu planów A, B i C albo na snuciu czarnych scenariuszy, które zwykle nigdy się nie wydarzają. Zaczynamy wrogo postrzegać ludzi, którzy w naszej opinii mogą z nami konkurować lub nam zagrażać. Próbujemy obsesyjnie kontrolować i zapobiegać, a za niepodjęte wyzwania obwiniamy innych lub okoliczności. Jest to bardzo wyczerpujące dla nas samych i dla otoczenia.

PRZESADNE POSZUKIWANIE PRZYJEMNOŚCI
Niezdrowy fokus na poszukiwaniu przyjemności lub nagrody sprawia, że wpadamy w uzależnienia: od używek, jedzenia, zakupów, gier, seksu, hazardu, pieniędzy, statusu, posiadania itd. Tryb “więcej i intensywniej” pcha nas do kompulsywnych zachowań i chorobliwych nawyków. Sprawia, że prokrastynujemy, nadużywamy, wykorzystujemy, przesadzamy. Egzystując w tym trybie, często kończymy z uczuciem pustki, bezsensu i przygnębienia.

PRZESADNE PRAGNIENIE APROBATY INNYCH
W tym “transie” konstruujemy strategie skupiające się na tym, jak zdobyć uwagę innych i ich aprobatę. Jak pokazać, że jesteśmy wyjątkowi i ważni. Inwestujemy ogrom energii w budowanie relacji NIE z tymi ludźmi, których szczerze i bezinteresownie lubimy, ale z tymi, których uznajemy za przydatnych lub wpływowych. Próbujemy przypodobać się osobom, które w naszym mniemaniu wyróżniają się statusem, popularnością, majętnością i chcemy się przy nich trochę “ogrzać”. Chcemy pokazać innym, że jesteśmy w tej samej iluzorycznej, ale dla “fałszywego ja” jak najbardziej realnej “prestiżowej” kategorii. Budujemy z nimi relację nie dla relacji, ale dlatego że czegoś od nich chcemy. Z wiadomych przyczyn ta strategia jest skazana na fiasko i rozczarowanie.

AUTENTYCZNOŚĆ
Autentyczność w relacji z sobą samym pomaga wyjść z transu “fałszywego ja”. Jest kombinacją odwagi i czułości. Odwagi, by spojrzeć owemu ”fałszywemu ja” prosto w oczy i przyznać, że tak, znowu zaczynamy “gwiazdorzyć”. Czułości, by pomimo spustoszenia, jakie “fałszywe ja” sieje w naszym życiu i naszych relacjach, nie potępiać go i traktować dobrze. W końcu to tylko uniwersalny mechanizm obronny, który z zasady miał działać na naszą korzyść, tylko wymknął się nieco spod kontroli. Autentyczność jest jak ten “Snickers” w reklamie - daje nam szansę bycia znowu sobą i przypomnienia sobie, że jesteśmy czymś znacznie więcej niż strachem przed niebezpieczeństwem, pragnieniem przyjemności i aprobaty. Autentyczność pomaga nam zobaczyć siebie bez maski i pozorów, a to właśnie w tej wersji jesteśmy najbardziej zdolni do rozwijania swojego jedynego w swoim rodzaju potencjału i do życia w pełni. 


 

poniedziałek, 21 sierpnia 2023

SKĄD BRAĆ POGODĘ DUCHA? O PRAKTYCE SANTOSZY

Praktyka santoszy, czyli zadowolenia i pogody ducha może wydawać się trudna. Możemy stwierdzić, że jest niewiele powodów do radości, bo żyjemy w czasach konfliktów zbrojnych, problemów społecznych, kryzysu klimatycznego. Możemy mieć ciężką sytuację zdrowotną, rodzinną, zawodową. To co jednak moim zdaniem najbardziej utrudnia praktykowanie santoszy to jej ulotna i bezszelestna natura, która nie wymaga żadnych konkretnych warunków ani żadnych spektakularnych działań.

Przeciwieństwem santoszy jest uczucie nieszczęścia. I tu doskonale wiemy, co robić. W zależności od rodzaju nieszczęścia trzeba je wsadzić w gips, opatrzyć albo zdezynfekować. Czasem trzeba je znieczulić albo przed nim uciekać. Trzeba się po nim pozbierać albo zacząć wszystko od nowa. Trzeba po nim posprzątać. Można je podać do sądu albo oddać do mechanika. Można je też pielęgnować, żywiąc urazę albo złorzecząc. Można z nim iść na terapię, do hydraulika albo do wróżki. Można się nim “podzielić” w social mediach albo opowiedzieć o nim znajomym. Zazwyczaj szybko orientujemy się, co robić z nieszczęściem - nieszczęście samo nam powie, czego od nas chce.

Ze szczęściem i zadowoleniem sprawa jest bardziej skomplikowana. Wbrew temu co o nich myślimy zwykle pojawiają się bez większego powodu. Nie potrzebują szczególnej otoczki, splendoru czy atencji. Dlatego tak łatwo je przeoczyć. Pachną zmieloną kawą, lasem albo świeżym praniem. Brzmią głosem przyjaciela, ulubioną muzyką, dźwiękiem rozgryzanej przez psa suchej karmy, mruczeniem kota albo szelestem rozkładanej maty do jogi. Wyglądają jak bałagan po dobrej imprezie. Jak nierozpakowane walizki z brudnymi ciuchami po udanym urlopie. Jak rachunek, za który mamy z czego zapłacić. Jak sufit, kiedy otwieramy oczy po operacji, której bardzo się baliśmy. Jak ubłocony rower po całodniowej wycieczce. Są miłym słowem, przyjaznym spojrzeniem, czyjąś obecnością. Są momentem, kiedy mija ból zęba. Są wodą w kranie i dachem nad głową. Nic z nimi nie trzeba robić. Niczego od nas nie chcą. Możemy je zauważyć lub nie - one i tak wplotą się sprytnie w każdą, nawet najtrudniejszą sytuację. Są jak słońce, które wschodzi co rano niezależnie od tego, czy jest dobrze czy źle.  

Szczęście i zadowolenie zawyczaj otaczają nas w dużej ilości, ale nie widzimy ich, bo myślimy, że wyglądają inaczej - bardziej widowiskowo. Sądzimy, że wyglądają jak sukces, prestiż, luksus, aprobata z zewnątrz, dużo lajków, wygrana w Lotto. Sądzimy, że musimy mieć konkretny powód, by je poczuć i stąd wrażenie, że ta cała santosza jest skomplikowana. Tymczasem zadowolenie jest zwykle w tzw. “tu i teraz”, czyli w miejscu, w którym nas nie ma, gdy jesteśmy “tam i przedtem” lub “tam i później”. Paradoksalnie zadowolenie często po nas “spływa” dokładnie wtedy, kiedy jesteśmy zajęci uganianiem się za naszym wyobrażeniem na jego temat.

Jedna z wielu anegdot o uczniu i mistrzu opowiada o tym, jak po długiej podróży trudnymi, himalajskimi szlakami uczeń dociera do mistrza. Mistrzowi dokucza artretyzm. Żyje w surowych warunkach, które nie ułatwiają mu funkcjonowania, a jednak wita ucznia z entuzjazmem i autentycznym zadowoleniem. Uczeń widząc to pyta go: “Skąd czerpiesz powody do radości mistrzu? Jaki jest sekret twojego zadowolenia?”. Na to mistrz odpowiada: “Cóż, doszedłem do wniosku, że nie mam innego wyboru”. 


poniedziałek, 14 sierpnia 2023

"Uwolnić się od bólu. Program leczenia bólu oparty na świadomości ciała" P. A. Levine, M. Philips

Polecam książkę, która może być pomocna dla wszystkich, którzy poszukują dodatkowych technik łagodzenia bólu. Autorami książki są wybitni specjaliści w dziedzinie pracy z traumą i bólem. Dr Peter Levine to jeden z największych autorytetów jeśli chodzi o leczenie traum, a dr Maggie Phillips to specjalistka w dziedzinie leczenia przewlekłego bólu. Ćwiczenia do polskiej wersji nagrała Krystyna Czubówna, której głos jak wiadomo jest magnetycznym fenomenem, ale nie wszyscy wiedzą, że ma on również właściwości "przeciwbólowe". W książce znajdziemy ogólną wiedzę dotyczącą radzenia sobie z bólem, jak również rozdziały poświęcone konkretnym rodzajom bólu takim jak fibromialgia, migrena, zakażenie układu moczowego, depresja. Zamiast "polecam", mam ochotę napisać "niech nikomu się nie przyda", ale jestem realistką, więc może napiszę, że "świadomość matką zmiany". Zdrówka dla wszystkich.