poniedziałek, 28 stycznia 2019

Warsztaty z Sue Pennington z Oxfordu 27.01.2019

Było o dolnych plecach i o dbaniu o siebie. O tym, że zimą warto postawić na regenerującą i mniej intensywną praktykę jogi. O korzyściach z fundowania sobie momentów ciszy i zatrzymania. I jeszcze o tym, że zimą dobrze jest brać przykład z nasion, które spokojnie czekają na wiosnę pod pokrywą śniegu - nie śpieszą się, nie forsują i do niczego nie zmuszają - po prostu gromadzą energię na wiosenne wyzwania i wzrost :-) Dziękujemy wszystkim za przybycie i dobry, zimowy czas. Więcej zdjęć TUTAJ

czwartek, 17 stycznia 2019

Tekst o Sercu

“Gdyby to wszystko było tak proste! Gdyby tylko źli ludzie zdradziecko popełniający diabelskie czyny byli gdzieś indziej! Gdyby możliwe było po prostu odseparowanie ich od nas i zniszczenie. Ale linia dzieląca dobro i zło przebiega przez serce każdego człowieka. Kto zatem chciałby zniszczyć część swojego serca?”
Jack Kornfield, “The Wise Heart”
Obraz serca, który widzimy w atlasie anatomicznym jest tylko drobną manifestacją tego, czym jest ono w rzeczywistości. Ten fantastyczny i misternie zaprojektowany organ z komorami i przedsionkami nie ogranicza się bowiem tylko do swoich fizycznych funkcji i budowy, a jest raczej częścią gigantycznego, ponadczasowego pola energii, w którym mieści się wszystko i możliwe jest wszystko. Właściwością serca jest bowiem zdolność do ogarniania tego, czego nie potrafimy ogarnąć umysłem, czego nie potrafimy pojąć i co przerasta nasze intelektualne moce.
WSPÓLNE DOBRO, WSPÓLNE ZŁO
Serce to miejsce, przez które przebiega granica dobra i zła - mojego, naszego, ich - po prostu wspólnego dobra i wspólnego zła. Dobra pod postacią małych i dużych gestów uprzejmości, hojności, otuchy i dzielenia się. Zła pod postacią oczerniania, wojen, chciwości i agresji. I dobro i zło mieszczą się w sercu, bo są tylko dwoma stronami tego samego medalu, którą jest ludzka świadomość. Najczęściej tylko od nas samych zależy, którą stronę tego “medalu” wybieramy, którą pielęgnujemy i która wygrywa. Dobrze jest zatem wieść dostatnie życie i realizować dobre idee, ale warto pamiętać, że ta druga, ciemna strona jest zawsze gdzieś obok. Jest czasem uśpiona, nieaktywna, ale nie można się od niej oddzielić, bo taki jest koszt bycia człowiekiem. Nie jest wielkim odkryciem stwierdzenie, że nikomu nie nie uda się tak w stu procentach przeżyć życia pod bezpiecznym kloszem. Zobaczymy ludzką, ciemną stronę wiele razy albo we własnym wykonaniu, albo w wykonaniu innych, w serwisie informacyjnym, w pracy, na ulicy, w domu. Dobrze byłoby wtedy pamiętać, że gniew, obwinianie, wyzwiska, osądzanie i zemsta nie rozjaśnią ciemności. Jak bowiem powiedział Mahatma Gandhi zasada “oko za oko” może doprowadzić jedynie do tego, że cały świat oślepnie. Dobrze byłoby wtedy sięgać raczej po białą flagę niż wytaczać dodatkowe “armaty”, bo ciemność boi się jasnych kolorów.
MOC SERCA
Serce to metaforyczne miejsce, w którym milkniemy, żeby usłyszeć głos czegoś, co jest większe od nas i co niektórzy nazywają Bogiem, inni siłą wyższą, a jeszcze inni naturą lub absolutem. Serce to miejsce naprawiania, uzdrawiania i przemiany. Przemiany strachu w intuicję, gniewu w zrozumienie, cierpienia w empatię. Określenie serca mianem “pompy” jest bardzo trafne, bo tak jak fizyczne serce przepompowuje krew, tak serce na bardziej duchowym, subtelnym poziomie jest gotowe do tego, żeby “przepompować” i transformować nasz paraliżujący strach i niemoc w wybaczenie oraz dobre działanie. To właśnie moc serca nie pozwalała zwątpić takim znanym gigantom gatunku ludzkiego jak Nelson Mandela czy Martin Luther King. To moc serca napędza wbrew wszystkiemu Desmonda Tutu czy Dalajlamę. To moc serca nakręca każdego dnia tysiące mniej znanych, lokalnych “olbrzymów”, działających dla dobra innych i tej niezwykłej planety.
NASZA MOC

Ta moc jest też w nas - dostępna w każdej chwili. Możemy jej używać i z niej czerpać. Możemy naprawiać, uzdrawiać i przemieniać “ciemne” w “jasne” swoim dobrym przykładem, ogrzewać innych swoim ciepłem i pomagać im najprostszymi gestami. Możemy to robić w ramach własnych możliwości i zdolności, gdziekolwiek jesteśmy - przez wielkie niecodzienne akcje i małe codzienne działania. Przez zwykłą uprzejmość, życzliwość, wyrozumiałość i wybaczenie. Przez wielkoduszność. Przez umiejętność słuchania. Przez bycie przyzwoitym. Przez pamiętanie, że nasze pozytywne wybory, mogą dodać skrzydeł  nam samym albo pomóc wznieść się ponownie komuś, komu życie te skrzydła chwilowo połamało. Przez sięganie do słów, które podnoszą na duchu i przez milczenie, kiedy jest ono jedynym, co możemy zrobić.

niedziela, 13 stycznia 2019

"Strażnicy istnienia" E. Tolle, Patric McDonnell


Jeszcze całkiem niedawno, kiedy ktoś prosił mnie o rekomendację książki dotyczącej pracy nad sobą, uważności lub duchowości, włączałam swoją intuicję na najwyższe obroty, próbując wyczuć, co z niezwykle szerokiej oferty polskiego rynku wydawniczego pasowałoby do danej osoby. Czasem mi się udawało, a czasem kończyło się totalną klapą. Czasem ktoś wracał z wypiekami na twarzy, mówiąc, że Anthony de Mello napisał "to" chyba dokładnie dla niego. Innym razem ktoś stwierdzał, że Jon Kabat-Zinn jest "nie do przejścia", a David Hawkins pisze w sumie takie rzeczy, które się i tak wie. Kiedyś ktoś zapytał, czy istnieje może streszczenie Bhagavad Gity :-) Trochę czasu zajęło mi zrozumienie, że sukces lub porażka w polecaniu książek nie do końca zależy od mocy mojej intuicji lub moich wyborów, ale bardziej od tego, w jakim momencie swojego życia znajduje się dana osoba, na ile jest otwarta, czego oczekuje. Stosowany przeze mnie klucz doboru tytułów wg. którego osobie bardziej "intelektualnej" trzeba polecić coś "naukowego", a osobie bardziej emocjonalnej coś "łatwego, lekkiego i przyjemnego" stracił swoje zastosowanie. Okazało się bowiem, że zazwyczaj strzałem w dziesiątkę jest rekomendowanie tego, co aktualnie czytam albo niedawno przeczytałam - tak jakbyśmy faktycznie byli ze sobą połączeni niewidzialną siecią informacyjną. Jakby osoby, które pojawiają się w danym momencie potrzebowały dokładnie tych treści, które właśnie przerobiłam. Tak jakbym przeczytała te treści po to, żeby m.in. posłać je dalej w świat. 

Idąc tym tropem polecam dziś gorąco książkę z tekstami Eckharta Tolle i rysunkami Patricka McDonnella pt. "Strażnicy Istnienia". To jedna z tych książek, dzięki której bardzo szybko można zrozumieć, o co chodzi w tym całym byciu "tu i teraz" -  po co nam ta cała uważność, medytacja i mindfulness. Książka w pełen humoru i uroku sposób przekazuje bardzo głębokie treści dotyczące miłości do przyrody, zwierząt, ludzi i wszystkich form istnienia. Przypomina, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni i za siebie odpowiedzialni. Przypomina też o rozbrajającej radości, która kryje się za każdą pojedynczą chwilą naszego życia i uczy, jak ją dostrzegać.