wtorek, 1 listopada 2016

O dobrej pamięci

Okolice pierwszego dnia listopada obchodzę po swojemu. To takie ciche świętowanie, które nie wpisuje się ani w stylistykę “cukierek albo psikus” ani też w przygniatanie mojej pamięci o zmarłych grubym wieńcem i ciężkim zniczem. To nie jest dla mnie czas na imprezę z wyżłobioną dynią w roli głównej ani też czas grobowej ciszy. To czas mojej pamięci. Chcę, żeby moja pamięć o tych, których tu nie ma była prawdziwa, lekka, elastyczna i wyzbyta zbędnej dramaturgii. W końcu to pamięć joginki. Idę więc w las i wysyłam w przestrzeń różne myśli, np.: “pozdrawiam”, “dziękuję”, “przepraszam”, “obyś był szczęśliwy”, “wybaczam”, “naprawdę nie ma sprawy”, “oby wypełniał cię spokój” albo nic nie wysyłam, nic nie myślę, tylko nucę w myślach “Ground Control to Major Tom”. Pamięć po takim spacerze jest odświeżona i dotleniona. To taka dobra pamięć, która nie klei się do człowieka jak guma arabska, nie powoduje bólu głowy w okolicach skroni ani też nie wywołuje guli w gardle. To pamięć, która jest całkowicie pogodzona z niezmienną prawdą o tym, że wszystko jest zmianą. To pamięć, która sprawia, że nie ma się do niczego żalu i idzie się dalej. Takiej dobrej, jogowej pamięci wszystkim życzę. I spokoju, bo ten zawsze się przyda. Jak wiadomo we wtorek 1 listopada nie ma jogi, ale od środy zajęcia już zgodnie z grafikiem. Zapraszam :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz