Kiedy nie można za bardzo wychodzić na zewnątrz, to jest to doskonała okazja, żeby wejść "do wewnątrz".
Joga to właśnie jeden ze sposobów wchodzenia do "wewnątrz". Wchodzenie
"do wewnątrz" jest jak zakładanie rękawiczek ochronnych w czasach
epidemii z tą różnicą, że rękawiczki chronią nam ręce, a wchodzenie "do
wewnątrz" chroni nam układ nerwowy. Dlatego może dać nam wytchnienie, może wzmocnić naszą psychiczną odporność i pomóc nam złapać trochę zdrowego dystansu. Dzisiejszy wojownik z fotki poniżej na jogowy sposób parafrazuje słowa
Szymona Hołowni, który napisał gdzieś, że każdy życiowy zakręt ma to do
siebie, że w końcu się kończy. Gdyby zakręt się nie kończył, to by było
rondo. A życie to przecież nie rondo.
środa, 25 marca 2020
piątek, 14 lutego 2020
BĄDŻ ROZRZUTNY W MIŁOŚCI
Gary Chapman w swojej książce “5 języków miłości” opisał 5 sposobów, w jaki ludzie mogą wyrażać sobie miłość. Są to:
Zastanowienie się, jakim “językiem miłości” mówią najbliższe nam osoby może prowadzić do bardzo zabawnych, ale zwykle konstruktywnych i pomocnych wniosków, które mogą ułatwić nam porozumiewanie się z partnerem, rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Najważniejszym jednak przesłaniem “5 języków miłości” jest to, że miłość przejawia się w nieskończonej ilości form i że możemy nią dzielić się z wszystkimi. Nie musimy od razu czuć “motylków w brzuchu”, co z resztą na dłuższą metę jest dosyć wyczerpujące :-)
Miłość ma cały wachlarz innych odcieni, do których należy m.in. uprzejmość, hojność, bycie pomocnym, wspierającym, zabawnym, inspirującym lub zwyczajnie przyzwoitym. “5 języków miłości” możemy dostosować do ludzi, z którymi wcale nie planujemy spędzić życia, ale po prostu z jakiegoś powodu spędzamy z nimi czas (np. w pracy albo w szkole). “Słowami” możemy mówić komuś, że dobrze wygląda, że jest dla nas inspirujący albo że miło przebywa się w jego towarzystwie. Języka “uwagi” możemy użyć dając komuś swój czas przez odpisanie na maila, na smsa, przez pamiętanie jak ma na imię, co robi i z czym aktualnie się zmaga lub czym się cieszy. Język “drobnych przysług” jest niewyczerpany i można go użyć rozwijając komuś matę przed zajęciami, odśnieżając komuś auto na parkingu albo przepuszczając kogoś w drzwiach - to naprawdę aż tak proste! Język “dotyku” może być czymś co w języku angielskim określa się mianem “warm shake of hand” i tak, to również jest aż tak łatwe - wystarczy komuś uścisnąć dłoń zamiast podawać mu tzw. “zdechłego śledzia”, wystarczy kogoś objąć albo zwyczajnie go uścisnąć lub też się do kogoś uśmiechnąć jeśli dany "ktoś" jest bardzo “niedotykalski”. Języka “prezentów i niespodzianek” nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć.
Najlepsze w “5 językach miłości” jest to, że kiedy ich używamy, to zawsze w rezultacie zaczynamy czuć się naprawdę dobrze. Jeśli ktoś do tej pory jakimś cudem nie spróbował, to gorąco polecam. Miłość to totalnie kosmiczna energia - im bardziej się nią dzielimy, tym bardziej ją czujemy. Dlatego z okazji dzisiejszych Walentynek zachęcam bardzo do tego, żebyśmy byli hojni i prawie że rozrzutni jeśli chodzi o miłość, bo zawsze warto!
- Słowa, czyli mówienie komuś, że się go kocha, że jest wspaniały, że go szanujemy, podziwiamy, doceniamy itd.
- Uwaga, czyli spędzanie z kimś czasu i robienie razem różnych fajnych rzeczy (inaczej skupienie na kimś swojej uwagi).
- Drobne przysługi, czyli wyręczanie lub pomaganie komuś w codziennych obowiązkach, po to, żeby było mu łatwiej, lepiej, wygodniej (zrobienie komuś kawy albo prania, umycie samochodu, podanie chusteczki jak leci mu z nosa itd.)
- Dotyk, czyli przytulanie, ściskanie, drapanie po plecach itd.
- Prezenty i niespodzianki, czyli robienie komuś małych prezentów, które wcale nie muszą być drogie ani nawet kupione - mogą być kartką z narysowanym sercem wrzuconą komuś do torby albo kwiatkiem urwanym z trawnika włożonym za wycieraczkę samochodu.
Zastanowienie się, jakim “językiem miłości” mówią najbliższe nam osoby może prowadzić do bardzo zabawnych, ale zwykle konstruktywnych i pomocnych wniosków, które mogą ułatwić nam porozumiewanie się z partnerem, rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Najważniejszym jednak przesłaniem “5 języków miłości” jest to, że miłość przejawia się w nieskończonej ilości form i że możemy nią dzielić się z wszystkimi. Nie musimy od razu czuć “motylków w brzuchu”, co z resztą na dłuższą metę jest dosyć wyczerpujące :-)
Miłość ma cały wachlarz innych odcieni, do których należy m.in. uprzejmość, hojność, bycie pomocnym, wspierającym, zabawnym, inspirującym lub zwyczajnie przyzwoitym. “5 języków miłości” możemy dostosować do ludzi, z którymi wcale nie planujemy spędzić życia, ale po prostu z jakiegoś powodu spędzamy z nimi czas (np. w pracy albo w szkole). “Słowami” możemy mówić komuś, że dobrze wygląda, że jest dla nas inspirujący albo że miło przebywa się w jego towarzystwie. Języka “uwagi” możemy użyć dając komuś swój czas przez odpisanie na maila, na smsa, przez pamiętanie jak ma na imię, co robi i z czym aktualnie się zmaga lub czym się cieszy. Język “drobnych przysług” jest niewyczerpany i można go użyć rozwijając komuś matę przed zajęciami, odśnieżając komuś auto na parkingu albo przepuszczając kogoś w drzwiach - to naprawdę aż tak proste! Język “dotyku” może być czymś co w języku angielskim określa się mianem “warm shake of hand” i tak, to również jest aż tak łatwe - wystarczy komuś uścisnąć dłoń zamiast podawać mu tzw. “zdechłego śledzia”, wystarczy kogoś objąć albo zwyczajnie go uścisnąć lub też się do kogoś uśmiechnąć jeśli dany "ktoś" jest bardzo “niedotykalski”. Języka “prezentów i niespodzianek” nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć.
Najlepsze w “5 językach miłości” jest to, że kiedy ich używamy, to zawsze w rezultacie zaczynamy czuć się naprawdę dobrze. Jeśli ktoś do tej pory jakimś cudem nie spróbował, to gorąco polecam. Miłość to totalnie kosmiczna energia - im bardziej się nią dzielimy, tym bardziej ją czujemy. Dlatego z okazji dzisiejszych Walentynek zachęcam bardzo do tego, żebyśmy byli hojni i prawie że rozrzutni jeśli chodzi o miłość, bo zawsze warto!
środa, 1 stycznia 2020
WYSTRZAŁOWA JOGA NA NOWY ROK
Zastanawiałam się, co takiego ekstra wystrzałowego wydarzyło się w
naszym wspólnym zeszłym jogowym roku. Co było inspirującego,
motywującego i takiego super “wow” - takiego wiecie, jak znalazł do
opublikowania w social mediach :-)
Myślałam o warsztatach z zagranicznymi i polskimi nauczycielami. O
różnych przełomowych momentach, których miałam przywilej być świadkiem i
do których przyczyniła się joga: o bólach w biodrach, lędźwiach i
duszy, które minęły; o pozytywnych
zmianach, które ktoś wprowadził; o papierosach i kilogramach, które ktoś
(z)rzucił; o zrozumieniu, które się pojawiło; o postawie ofiary, która
ustąpiła miejsca wojownikowi 1, 2 i 3; o szczękach, które się
rozluźniły; o relacjach, które się nawiązały; o cierpliwości, która się
pojawiła; o nogach, które się rozciągnęły itd. Myślałam też, że może
takim wystrzałowym wartym wspomnienia wydarzeniem jest książka, którą
wydaliśmy albo frekwencja na zajęciach, która często przekracza wszelkie
możliwe wyobrażenia.
Ale ostatecznie stwierdziłam, że największą petardą jest po prostu ta zwykła joga, z tygodnia na tydzień. Ta zwykła joga w grupie, ale przede wszystkim na Twoim kawałku podłogi. Ta zwykła joga, która jest wolna od potrzeby chwalenia się, robienia otoczki, zdjęć i szumu. Ta cicha praktyka bez egzaltacji i zbędnego ekshibicjonizmu, wznosząca się ponad “chce mi się” lub “nie chce”, “fajnie” lub “niefajnie”, “progres” lub “regres”. Ta zwykła joga szlifująca zwykłą przyziemną dyscyplinę, która pomaga mocno stąpać po ziemi i nie dać się zwariować. Ta zwykła joga jest naprawdę wystrzałowa! Zwyczajność i naturalność jest dziś bardzo w cenie - tak sobie myślę. Dlatego dużo dobrej “zwyczajności” i zwykłej jogi sobie i Wam życzę. Tak po prostu!
Ale ostatecznie stwierdziłam, że największą petardą jest po prostu ta zwykła joga, z tygodnia na tydzień. Ta zwykła joga w grupie, ale przede wszystkim na Twoim kawałku podłogi. Ta zwykła joga, która jest wolna od potrzeby chwalenia się, robienia otoczki, zdjęć i szumu. Ta cicha praktyka bez egzaltacji i zbędnego ekshibicjonizmu, wznosząca się ponad “chce mi się” lub “nie chce”, “fajnie” lub “niefajnie”, “progres” lub “regres”. Ta zwykła joga szlifująca zwykłą przyziemną dyscyplinę, która pomaga mocno stąpać po ziemi i nie dać się zwariować. Ta zwykła joga jest naprawdę wystrzałowa! Zwyczajność i naturalność jest dziś bardzo w cenie - tak sobie myślę. Dlatego dużo dobrej “zwyczajności” i zwykłej jogi sobie i Wam życzę. Tak po prostu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


